03 października 2014

GIRLS JUST WANNA HAVE FUN


Rzeczy martwe czasem mają do mnie jakieś "ale". Dotychczas objawy ich, bądź co bądź nieuzasadnionych  pretensji, były niegroźne dla życia i zdrowia. Aż do wczoraj, kiedy to wróciwszy z galerii handlowej z wielkim bananem na ustach i jeszcze większą siatą zakupów, po prostu dostałam w twarz. Dosłownie. Ot tak. Bez uprzedzenia.

Do tej pory przedmioty raczej nie atakowały znienacka. Powoli, stopniowo, małymi kroczkami wyprowadzały mnie z równowagi, ażeby ostatecznie doprowadzić do wybuchu wściekłości, tudzież poczucia bezradności i zalewu łez. 

Najwyraźniej wspomniany banan zdobiący mą facjatę był nazbyt dorodny. Przeszkadzał im do tego stopnia, że zaatakowały zbiorowo. Niczego nie podejrzewając, z otwartym laptopem w rękach, schodziłam żwawo po schodach. Kiedy pociągnęłam za klamkę i z impetem pchnęłam drzwi, te odbiły się od pudeł stojących z drugiej strony i z siłą wprost proporcjonalną do wspomnianego pchnięcia, uderzyły w ekran laptopa. Ten z kolei, swym ostro zakończonym rogiem, uderzył mnie. A ja zamarłam w bezruchu. Niczym palma bananowa, z której zły ogrodnik zerwał wszystkie owoce nie czekając aż dojrzeją. 

I tak oto siedzę przed owym ekranem, który był narzędziem zbrodni w rękach drzwi. Dzierżę w dłoni ścierkę wypchaną kostkami lodu. Zimny okład wprawdzie uśmierza ból, jednak za cholerę nie daje rady opuchliźnie. Warga górna i kawałek skóry tuż ponad nią wyglądają jak napompowane obrzydliwym silikonem. I to tylko z jednej strony. Pomadka jest dziś zbędna. Usta samoczynnie nabrały fioletowych barw. Mąż - niby żartobliwie - podpytywany czym sobie zasłużyłam, z uporem maniaka odpowiada, że to nie on, tylko drzwi. A ja zastanawiam się jak jutro zjem przepyszny, wiejski rosół weselny ;-)










ANETA → JACKET: MANGO | SWEATSHIRT: RESERVED | SHIRT: HOUSE | PANTS: STRADIVARIUS | SHOES: SUPERMODA24 | BAG: PULL&BEAR

ZUZA → JACKET: SHEINSIDE | SHIRT: CHOIES | PANTS: H&M | SHOES: SUPERMODA24 | BAG: ZARA