Jestem ciekawa jak zapatrujecie się na "kaleczenie" języka polskiego. Osobiście mam bzika na punkcie poprawnej polszczyzny, a zawdzięczam to z całą pewnością mojej nauczycielce z podstawówki. Pani Kucharska była "postrachem" szkoły. I to bynajmniej nie dlatego, że tak jak pan od w-fu traktowała nas skakanką i wyzywała od życiowych kalek, ale dlatego, że była cholernie wymagająca. Zostać pochwalonym przez Panią K. to jak zdobyć złoty medal. Obozy były dwa: uczniowie, którzy przed każdą lekcją trzęśli portkami i polonistki nie znosili oraz uczniowie, którzy przed każdą lekcją trzęśli portkami. Po latach Ci pierwsi do dnia dzisiejszego tkwią w tak zwanej dysleksji, dysortografii i innych "dys-ach". Grupa druga (do której mam zaszczyt się zaliczać) jest takim towarzyskim wkurwiadełkiem. Znaczy się przekładając z mego umiłowanego polskiego na nasze, znajomi mają moje czepianie się po dziurki w nosie, a mąż mówi, że tak w towarzystwie poprawiać ludzi nie wypada. Jednak cóż poradzę? Nie potrafię się powstrzymać, jeśli ktoś prosi, żebym podała mu TĄ książkę lub wyłancza świało (w tym miejscu pragnę oficjalnie podziękować Ministerstwu Środowiska za rewelacyjną reklamę). A skoro już przy reklamach jestem to nadmienię, iż w moich ulubionych swego czasu spotach Plusa, Mumiowcy mawiali: "Alegoria - trudne słowo. Metafora - jeszcze trudniejsze słowo". Więc jak nie umiesz, to nie używaj!!! A "aczkolwiek to se na pralkę przyklej".
P.S. "Poszłem" to już według mnie szczyt wszystkiego!
P.S. "Poszłem" to już według mnie szczyt wszystkiego!
Jednak ostatnio dość popularne w mediach "kaleczenie", zapoczątkowane przez Dżołanę Krupę, a kontynuowane przez Michela Moran, to coś, co po prostu uwielbiam! Kiedy ta hipnotajzing siewszyna pojawiła się w programie "TAP MADL", społeczeństwo oszalało. Cześć obywateli na punkcie jej urody, cześć z wściekłości, że nie "umi" mówić po polsku. Jednak według mnie Michel bije ją na łeb. Jego "oddaj fartucha" jest nie do przebicia, a "Ten dań, to jest dobry dań" i "Mój bohater miał być jajko" to wisienki na torcie. Uwielbiam człowieka nie tylko za to, że tak przyjemnie kaleczy, ale również z powodu jego ogromnej wiedzy i pasji do gotowania. Wprawdzie, kiedy widzę małże lub ośmiorniczki, w moim żołądku oraz przełyku dzieją się bardzo nieprzyjemne rzeczy. Jednak mimo to, gotowanie tradycyjnych - równie polskich jak mój język dań, sprawia mi ogromną frajdę.
A mój dzisiejszy stylistyczny dań, jest prosty jak schabowy po lubelsku. W roli przystawki wspomniany w poprzednim poście płaszcz z sh za jedyne 5 zł. Danie główne stanowią nowe lity. Moje jakże liczne, szesnastoosobowe grono fanów na Facebooku wie nie od dziś, że lity poprzednie zostały oddane do reklamacji, w rezultacie czego po pierwsze wpadłam w szał, a po drugie kupiłam nieco inne kopytka w całkowicie innym sklepie! Do tego jeansy i dodatek do dań - pastelowy szal i torba.
płaszcz/coat - no name (sh)
komin/tube scarf - Reserved
spodnie/pants - Stradivarius
torebka/bag - Tally Weijl
botki/boots - Allegro
torebka/bag - Tally Weijl
botki/boots - Allegro