Dziura na dziurze dziurę pogania! Nie dość że jest wystarczająco ślisko, żeby z ogromną łatwością wywinąć orła potłuc sobie tyłek, to jeszcze na dokładkę co kilka kroków mamy okazję połamać (lub w najlepszym wypadku poskręcać) nogi. Że nie wspomnę o możliwości zgubienia koła w samochodzie i wytłuczeniu zawieszenia.
I co roku powtarza się taki oto schemat. Najpierw pada śnieg. Dużooo śniegu. Drogowcy nagle i niespodziewanie wybudzeni z zimowego snu (nie, żeby zima zdarzała się co roku) próbują ogarnąć ulice. Kiedy ta trudna sztuka po kilku dniach i nocach w końcu się udaje, nareszcie możemy cieszyć się piękną zimą. Słoneczko świeci, mróz szczypie w noski. Wszystko cacy ;-) Aż tu nagle przychodzi odwilż. Miasta pływają, a na ulicach pojawiają się coraz to nowe i coraz to większe dziurzyska! Drogi wyglądają niczym szwajcarski ser.
Kiedy zbliża się wiosna i robi się sucho, następuje proces łatania. Na zasadzie "podsypać - utwardzić" powstaje coś asfaltopodobnego i służy nam... No nie! Bynajmniej nie dłuuugie lata! Służy nam do kolejnego - co roku jakże niespodziewanego - pojawienia się zimy.
W związku z powyższym poszłam sobie pospacerować po zamarzniętym Zalewie Zemborzyckim. Warstwa lodu gruba, równiutka, bez ani jednej dziurki, a poślizg kontrolowany ;-) Pozdrawiam!
sukienka/dress- H&M
kurtka/jacket- Mango
kozaki/boots - Fleq.pl
torebka/bag - no name (sh)
pasek/belt - atmosphere (sh)
pierścionek/ring - Allegro