Pierwszy dzień ferii na Lubelszczyźnie, a mnie wywiało aż do stolicy Tatr. Jak śpiewał kiedyś zespół o wdzięcznej nazwie Wały Jagiellońskie "Zakopane całe śniegiem zasypane". Biały deptak Krupówek prezentuje się pięknie szczególnie wieczorem. Jest dość gwarno i tłoczno, ale w tym pewnie cały urok tego miejsca.
♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥
Niesłony i niedoprawiony drób ratowały ziemniaki. Podpieczone na grillu podane w mundurkach z delikatnym serkiem - bardzo smaczne (ale umówmy się... trudno spieprzyć ziemniaki położone w całości na ruszcie) ;-) Zestaw surówek kupowany w ilościach hurtowych w pięciokilogramowych wiadrach... chyba nie muszę nic więcej pisać?
Mąż zamówił golonkę na kapuście z musztardą, chrzanem i pieczywem. To, co otrzymał wprawiło nas w osłupienie i do dziś zastanawiamy się dlaczego on to do cholery zjadł? Mięso grama przypraw nie widziało, a co gorsza śmierdziało starym knurem. Kapusta kwaśna. Danie ohydne, obrzydliwe i bez smaku. Gdyby nie ostry chrzan byłoby nie do przełknięcia.
Także gdyby ktoś z Was wybierał się w przyszłości do Zakopanego, niech go nie zmylą sympatyczne i uśmiechnięte panie kelnerki i przytulny wystrój wnętrza, bo niesmak po obiedzie pozostaje ogromny.
♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥
Stylizacja prosta, ciepła i wygodna. W końcu jesteśmy w górach ;-) A już jutro możecie liczyć na kolejną porcję komentarzy i obiadowych zdjęć. Pozdrawiam ;-)
bluza/blouse - Next
spodnie/pants - Tally Weilj
szalik/scarf - Mohito
workery/wokers - SellYo (Allegro)