Zanim zdążyłam się obejrzeć, mojemu blogowi stuknął roczek. Dziś z całą pewnością mogę powiedzieć, że było warto. Dzięki blogowi poznałam swój styl. Nauczyłam się jak do dobierać fasony i łączyć kolory. Kilkakrotnie złapałam się na tym, że o wiele łatwiej jest mi wychwycić błędy czy stylistyczne niedociągnięcia na zdjęciach, niż przed lustrem.
Dziś już wiem, że niekiedy mniej znaczy więcej, a klasyka i prostota okraszone ciekawymi dodatkami są często ciekawsze, niż mogłoby nam się wydawać. Choć przyznaję... czasem mam ochotę zaszaleć z pstrokacizną i obwiesić się jak sroczka ;)
Cieszę się również, że od pierwszego posta postanowiłam nie opisywać, co mam na sobie. Wyszłam z założenia, że jaki koń jest każdy widzi i lepiej naskrobać Wam coś od siebie. Czasem mniej, czasem bardziej wyszukanego i ciekawego, ale zawsze od początku do końca po swojemu.
I choć przez ten rok uzbierała się zaledwie garstka osób, które regularnie odwiedzają tę stronę, nadal twierdzę, że to moje male śmieszne blogowanie, warte jest zachodu. Będę robić swoje i dołożę wszelkich starań, by wychodziło mi to jak najlepiej. Dziś nieco inaczej niż zwykle. Postanowiłam nie stać jak kołek i troszkę się powyginać. Co z tego wyszło? Oceńcie sami :)
Dziękuję za dotychczasowe komentarze, uwagi i sugestie. Za wszystkie "lajki", "obserwacje" i "hypnięcia". Zaglądajcie w wolnych chwilach, czytajcie i inspirujcie się :)
sukienka/dress - no name (Sopot local store)
sandałki/sandals - elilu.pl
bransoletka/bracelet - Mohito
Long grey cotton dress - MODNAPOLKA.pl