Dziś już nie będę zanudzać Was kolejną porcją informacji na temat mojego stanu zdrowia. Dziś zanudzę Was stylizacją. Hmmm... czyż nie wygląda znajomo? No cóż. Gapa ze mnie i tyle. Już wyjaśniam.
Pracuję razem z mężem i w zimie foty pstrykamy zazwyczaj w godzinach pracy. Upssss... dwie poufne informacje właśnie wyszły na jaw. ;-p Kiedy tylko nadarzy się okazja i musimy wyjechać z firmy we dwoje, zatrzymujemy się gdzieś po drodze i... robimy. Cyk, pstryk, pyk, przód, profil, zbliżenie. W biegu prędkim niczym pęd strusia pędziwiatra. W warunkach atmosferycznych zaserwowanych danego dnia przez tych na górze. Nie ma czasu na wybrzydzanie i podglądanie, czy zdjęcia dobrze wyszły. Musiały ;-)
A że ostatnio uczepiłam się jednej rzeczy, jak rzep psiego ogona, no to o. Wyszło jak wyszło. Całkowicie niechcący i zupełnie niezamierzenie serwuję Wam po raz drugi z rzędu to wielkie, szare swetrzysko. Macie przynajmniej niezbity dowód na to, że faktycznie jest moim ulubionym ;-)
COAT:HOUSE | SWEATER: H&M | PANST: ZARA | HAT: MOHITO | BAG: RIVER ISLAND | BOOTS: CHOIES (klik)