22 stycznia 2015

ULUBIONY SZARY SWETER


Zaciskam pięści. Zagryzam wargi. Wstrzymuję łzy.
Chociaż dziś rano mnie olśniło, że może lepiej wypłakać tę złość i bezsilność... Kolejna wizyta, kolejna niewiadoma, kolejny miesiąc w plecy. Diagnozy jak nie było tak nie ma. Dotychczasowe podejrzenia się nie sprawdziły. "Musi pani szukać gdzie indziej. Proponuję doktora "X".

Propozycja wydała się dość rozsądna, więc poszłam po raz enty do rejestracji szpitalnej i poprosiłam o zapisanie mnie na pierwszy wolny termin. Pani poszperała w komputerowych notatkach i wydobyła z siebie zdanie, które wzbudziło we mnie tysiące emocji. Złość, niedowierzanie, rezygnację, smutek, zdenerwowanie, bezradność, śmiech przez łzy, rozgoryczenie, frustrację, chęć wydobycia z siebie histerycznego okrzyku składającego się ze słowa na "k" powtarzanego po stokroć...

"Pierwszy wolny termin do pana doktora jest na 13 maja. Zapisać?"



P.S. Bardzo, bardzo, baaaardzoooo Wam wszystkim dziękuję za tyle wsparcia pod poprzednim wpisem :* Jesteście wielcy i dodajecie sił!!!








COAT: HOUSE | SWEATER: H&M | LEGGINS: PRIMARK | BOOTS: CHOIES (klik) | BAG: MONNARI