Hej Robaczki ;-) Wczoraj wstawiłam pierwszy post w historii bloga, w którym nie napisałam absolutnie nic. I powiem Wam, że czuję się z tym fatalnie. Łyso. Pusto. Bezpłciowo. Nędznie. Wydaje mi się wręcz, że to tak nieładnie wobec Was nawet słowem się nie odezwać. Tym bardziej, że gdyby tak cofnąć się do początków mojej pożal się Boże blogerskiej "kariery" to uuuuuhhhu huuuu. Wymiatałam tekstami zawodowo. Ilościowo i jakościowo.
A teraz? Echhhh... Role w filmach (własnej produkcji na You Tube), wywiady (przeprowadzane przez koleżanki, które nie miały pojęcia o moim blogerskim życiu), autografy (składane listonoszowi i kurierom dostarczającym paczki). Także taaak... Sami widzicie, co ta sława robi z ludzi :-p
Ale do rzeczy. Mamy już czerwiec, a to oznacza, że lato zbliża się wielkimi krokami. W tym sezonie królować będzie kolor niebieski, dlatego postanowiłam zaopatrzyć się w jedną (góra dwie) rzeczy z poniższej listy. Nie ukrywam, że liczę na Wasze podpowiedzi. Co najbardziej Wam się podoba? Co chciałybyście zobaczyć na blogu w stylizacji?
Kobalt to zdecydowanie mój kolor. Nie raz same mi o tym pisałyście. Chodzą za mną zwiewne szorty lub koronkowa bluzka.
Delikatny, subtelny, dziewczęcy. Tak właśnie kojarzy mi się błękit. Moje serce skradła jedna z sukienek. Kto zgadnie która?
Połączenie niebieskiego z bielą to jedno z moich ulubionych. Rzadko noszę wzory, ale te wyjątkowo przypadły mi do gustu. Są haftowane i delikatne, a przez to nieprzytłaczające. I tu pojawia się kolejny dylemat, bo każda z tych rzeczy ma w sobie coś interesującego...
I wracamy do koloru numer jeden. Tyle, że tym razem, ważniejsza niż barwa, wydaje mi się być forma. Te dwa cudeńka są wisienką na torcie dzisiejszego przeglądu ubrań. Luźny, lejący kombinezon połączony ze sportowym obuwiem to według mnie absolutny hit. A sukienka... mmmm... kwintesencja kobiecości.
Dodatkowo jeśli zobaczycie ich ceny - zapiejecie z zachwytu. Wszystkie te rzeczy są teraz przecenione niemalże o 50%! No i jak tu żyć dziewczyny? No jak żyć? ;-p