To moja druga wizyta w Splicie. Pierwszą pamiętam jak przez mgłę. Było to jakieś 15-17 lat temu, kiedy jako nastolatka pojechałam z koleżanką na obóz. Tym razem do Chorwacji wybrałam się z mężem, jego siostrą, szwagrem i ich 11-letnią córką.
Nocleg rezerwowałam przez stronę booking.com, o czym dokładnie wspominałam Wam TUTAJ. Mogę jedynie dodać, że wynajęłam apartament Dragun Varos, który w stu procentach polecam. Lokalizacja, wyposażenie, czystość, parking... wszystko po prostu idealnie.
Do Splitu przyjechaliśmy koło południa. Przywitały nas przepiękne widoki i tropikalne upały. Po odebraniu kluczy i rozpakowaniu walizek ruszyliśmy w miasto. Jako, że byliśmy trochę zmęczeni po podróży (jechaliśmy samochodem), pierwszy dzień przeznaczyliśmy na rozeznanie w terenie. Główny deptak, oględziny kilku kolejnych plaż, upatrzenie sobie tych najładniejszych oraz ogólne zorientowanie się, co i gdzie w trawie piszczy - to były nasze główne cele.
Outfit numer jeden to wygodne, luźne, jeansowe szorty (są meeega - polecam!), biały crop top i adidasy. I od razu powiem Wam, że te ostatnie sprawdziły mi się przez cały wyjazd fantastycznie. Nigdy nie sądziłam, że wygodniej będzie mi chodzić na plażę w adidasach niż w klapkach czy sandałkach. Powód był bardzo prosty: kamienie, które wpadały do sandałów były tak ostre, że kaleczyły stopy.
Bačvice - najbardziej znana i według mnie najbrzydsza z plaż :/
Taaakie widoki mieliśmy po drodze...
Trstenik - pierwsza zatoczka zaraz za plażą Žnjan - zdecydowanie jedna z najładniejszych plaż Splitu!!!
SZORTY: ROMWE (TUTAJ) | CROP TOP: BERSHKA | BUTY: ADIDAS SUPERSTAR | BRANSOLETKI: HOUSE | PASEK: H&M | ZEGAREK: CLUSE