Kiedyś była barwą pierwszoplanową. W mojej szafie za jej sprawą panował mrok. Nie miałam odwiecznego porannego problemu większości kobiet. Pytanie "w co się dziś ubrać" nie istniało. Czego bym nie założyła, to i tak było... czarne.
Z biegiem lat ubrań w tym kolorze zaczęło ubywać. Aż pewnego dnia stwierdziłam, że została mi jedynie mała czarna no i ja - Czarna. Owa ksywa przykleiła się do mnie nie z powodu garderoby, a koloru włosów. I choć dziś ślad po nich pojawia się już tylko z odrostami, dla kilku bliskich osób nadal jestem "starą" Czarną :)
Zestaw, który mam na sobie, można było przełamać torbą, szpilkami czy naszyjnikiem w innym kolorze. Jednak tego dnia miałam nieodpartą ochotę powrócić do lat młodości. Chciałam pokazać czerni, że sama w sobie jest piękna i intrygująca. Nie potrzebne jej dodatki, by mogła błyszczeć. Dosłownie i w przenośni :)
bluza - Mohito Exclusive Collection by Marta Żmuda - Trzebiatowska
woskowane spodnie/waxen pants - Stradivarius (TO NEXT Lublin)
botki/boots - DeeZee
torba/bag - Lara Fabio
naszyjnik/necklace - H&M
bransoletka/bracelet - Top Secret