Notoryczny brak czasu i kompletna dezorganizacja wprowadziły się do mnie z początkiem sierpnia. Rozrzuciły rzeczy po całym domu, narobiły bałaganu i ani myślą posprzątać. Siedzą w zakamarkach umysłu, owładnęły dni na tygodniu i czają się na weekendy.
Skąd wiem? Ich złowieszcze szepty dobiegają zza ścian. Mówią, że nie dam rady. Że muszę odpocząć. Każą dać sobie spokój z pisaniem na blogu i marnowaniem wolnego czasu na zdjęcia. Kuszą błogim lenistwem, dobrym filmem i leżakiem na balkonie czekającym na mnie od maja. Ukradły mi punktualność. Zabrały chęć do codziennych ćwiczeń. Pogrzebały energię. Stłumiły zapał. Krążą po domu i śpiewają piosenki o latach "sprzed". Szczerzą zębiska, kiedy po pracy siadam w fotelu i wypowiadam to cholerne "niechcemisie".
Bitwa trwa. Jest 1:0 dla nich. Walczę dalej. Nie poddam się. Małymi krokami pokonam to diabelskie nasienie. Przebłyski sukcesu jawią się powoli za zakrętem...
BLOUSE: RESERVED | JEANS: STRADIVARIUS | BELT, BAG, BRACELET: PULL&BEAR | SANDALS: STYLOWEBUTY.PL