Podchodziłam do tematu łącznie jakieś sześć-siedem razy. To niewiarygodne, jak taka zwykła, czerwona lampka może paraliżować człowieka i sprawiać, że język staje kołkiem przy każdej próbie wypowiedzenia logicznego zdania.
Sprawa dodatkowo się komplikuje, kiedy nie mamy porządnego oświetlenia i zamiast dwóch lamp, świecą nam w oczy 3 lampki biurkowe, jedna rozbebeszona sypialniana, żyrandol i wielka lampa nagrzewająca pomieszczenie do tysiąca stopni.
Mimika szaleje. Sztuczność i brak naturalności przejęły stery i pomimo wielu dubli, nie chcą rozluźnić mięśni twarzy. Notes, który leży na kolanach, z każdą wypowiadaną sentencją próbuje wybić się na pierwszy plan. Ręce - jakby ktoś przywiązał do nich sznurki i nerwowo pociągał - wymachują na wszystkie strony.
Jeśli ktoś Wam kiedyś powie, że to łatwe, nie wierzcie mu. Siądźcie przed kamerą, włącznie magiczny guzik "REC", spróbujcie się wysłowić, wyglądając przy tym ładnie, naturalnie, nie robiąc dziwnych min, nie mając szczękościsku i zespołu nadpobudliwych rąk. A jeśli maci ochotę te wszystkie objawy zobaczyć u mnie, zapraszam serdecznie na film KLIK ;-)
P.S. Strój, który miałam tego dnia na sobie, możecie pooglądać na poniższych fotkach ;-)
T-SHIRT: NEW YORKER | SHORTS: RESERVED | SANDALS: ELILU.PL | NECKLACE: MOHITO
ZAPRASZAM NA FILM: