Czy istnieją jakieś ramy czasowe, w których mieści się odkrywanie własnego stylu? Czy można go odnajdować wciąż na nowo? Czy jeśli z biegiem lat zmienia nam się gust, smak, poczucie estetyki czy wreszcie podejście od tematu mody to znaczy, że owego stylu nie mamy?
Otóż patrząc na moja szafę stwierdzam, że przeszłam już wszelkie możliwe etapy zmian stylu. Była tandeta z targu i bluzka nie zakrywająca tyłka w połączeniu z getrami. Były pastele, koronki, falbanki, kwiatuszki. Szczypta elegancji, łyżka rocka i całe wiadro sportu. Kurt Cobain oraz Metalica na koszulkach, glany i powyciągane swetry. I każdy z tych etapów był niezwykle pouczający. Musiałam ich spróbować. Jak dziecko, któremu mówi się że parzy, a ono i tak pcha ręce w ogień.
Zanim zaczęłam interesować się tym, jak wyglądam, świat mody zupełnie dla mnie nie istniał. Kiedy ktoś mówił "kup sobie to, bo to jest modne", stanowczo odpowiadałam, że nie obchodzi mnie, co jest modne. Ważne, w czym czuję się dobrze. Niestety "czucie się" jeszcze wtedy nie szło w parze z wyglądaniem. Dopiero podczas przygody z blogiem nauczyłam się siebie. Świadomość swojego ciała, jego atutów i mankamentów jest kluczem do stylizacyjnego sukcesu.
Dziś już wiem co nosić, a czego unikać. Choć nierzadko z premedytacją przyodziewam poniżające mnie spodnie. Dlaczego? Bo nie można dać się zwariować! Niedawno jedna z Was napisała mi, że nawet gdybym założyła na siebie jakiegoś łacha, uśmiech na twarzy sprawi, że będę wyglądać dobrze. Bardzo dziękuję i przekazuję dalej. Zakładajcie swoje uśmiechy jak najczęściej, a całą resztę wypracujecie z czasem ;-)
bluzka/top - New Yorker
kamizelka/waistcoat - New Yorker
szorty/shorts - Bershka
buty/sandals - Mohito
zegarek/watch - Mohito
naszyjnik/necklace - Tally Weijl
torebka/bag - Pull&Bear