Zły dzień. Oooj zły. Jeden z tych, kiedy mam ochotę wstać, trzasnąć drzwiami i już nigdy nie wracać. Z tych, co to jak się wali jedno, to potem drugie, trzecie i kolejne. Lawina porażek. Nieszczęść tymczasowych i być może niewielkich. Jednak w przypływie emocji podniesionych do potęgi entej i wyolbrzymionych do granic możliwości. Dzień refleksji i tysiąca myśli. I ta nieodparta chęć zmian. I ta cholerna niemożność. I ta irytująca bezradność. Bo czasem coś musi być tak, jak jest.
Ha! Świetna wymówka... Wcale nie musi!!! Ale wygrywa strach. Przed zmianą. Przed trudnościami. Przed nowym. Przed nieznanym. Przed krokiem wprzód, bo tam może być przepaść. Przed samym sobą. Przed porażką. I tym szyderczym "a nie mówiłem?".
"Twoje życie nigdy nie jest tym, co masz. Ono jest tym, co z nim zrobisz" - jak mantrę podśpiewuję codziennie kawałek Juniora Stressa [KLIK]. A przesłanie ulatuje wraz z płynącymi dźwiękami. Wygrywa strach, wiecznie zaniżone poczucie własnej wartości i brak wiary, że cokolwiek się uda.
Na przekór wszystkiemu udały się fotki, więc dziś mam ich dla Was dość sporo ;-) Enjoy!
T-SHIRT: MOHITO | SWEATSHIRT, BAG: STRADIVARIUS | SHORTS: ORSAY | SLIP ONS: RIVER ISLAND