Ledwie zdążyliśmy uchwycić go na zdjęciach, a już niemal całkowicie zniknął. A szkoda. Przyprószone na biało trawniki i drzewa nastrajają o wiele bardziej optymistycznie aniżeli błoto i szaruga.
Przyjemność, jaką jest zabawa z psem, staje się zmorą. Łapy ubłocone "po łokcie" wymagają gruntownego czyszczenia. Oznacza to kilkuminutowe podchody do czworonoga, który miskę z wodą oraz ręcznik, uznaje za świetną okazję do zabawy. Łapy do przodu, dupka do góry, ogon radośnie dynda, a w oczach zdziwienie i niedowierzanie: "Eeej, no co jest? Nie pobawimy się? Ja będę uciekał, a Ty mnie goń." I tak trzy razy dziennie.
Ale wiecie co? Nie narzekam. Własnie takie drobnostki potrafią rozwalić człowieka na łopatki. Bo żeby nie wiem jak wkurzył Was widok upapranego w błocie psiaka, to już po chwili jego niewinna mina sprawia, że na twarzy samoczynnie pojawia się uśmiech ;-)