No laseczki... tośmy se pogadały ostatnio :-) U mnie i u Was na blogach. Tak to ja luuuubię :D W międzyczasie odwiedziłam kilka nowych i kilka starych blogów, poczytałam i jedna z Was mnie natchnęła. Oj... co ja mówię! Tak staroświecko i niemodnie się wyraziłam byłam - przepraszam. ZAINSPIROWAŁA mnie jedna z Was oczywiście :) W związku z powyższym, dziś będzie o instagramowych kotletach mielonych, leżeniu w łóżku w najlepszych ciuchach, a także o białym... wszystkim :D
No to jedziemy. O co chodzi z kotletami? A no chodzi o to, że ich nie ma. Nasz polski, ukochany schabowy i jego kumpel w rozsypce - mielony, nie nadają się na gwiazdy instagramowych sweet foci. Tam królują sałatki, sushi, owoce morza i owoce... zwykłe - rzec by można owoce ziemi :) Kotlety smażone na tłuszczu niezdrowe przecież są i żadna z nas blogerek do ust ich nie bierze (częściej niż raz na dwa tygodnie :p).
Dobra... Przyznaję się bez bicia: robię zdjęcia potraw czasami. Ba... nawet zatrudniam żarcie do roli w filmach :) W piątek na ten przykład usmażyłam karpia. W baaardzo głębokim oleju. Pomyślałam, że rybeńka może niezbyt wyględna, ale niech ma swoje 5 minut. Bach. Poszło na insta. Ale, ale... Co ja widzę? Karpia nikt nie lubi. Nikt się z karpiem przyjaźnić nie chce. A jak tydzień temu wrzuciłam zdjęcie bliżej nieokreślonej wizualnie papki, którą podpisałam jako koktajl, na wejściu kliknięć było ze dwadzieścia. Karp, jak to zobaczył spalił się ze wstydu i schował w lodówce.
Moja opinia? Proszę uprzejmie. Pokazywanie tego, co się jadło, może jest głupie i infantylne. Ale po pierwsze ludzie naprawdę chcą to oglądać. A skoro tak, to bloger, który ma być inspiracją dla szarego obywatela, daje mu to, czego ten chce. I tu akurat muszę przyznać (wracając śmiechem żartem do tego pysznego kotleta smażonego na tłuszczu), że blogerki pokazują ostatnio fajne, zdrowe żarcie. Co więcej, mam wrażenie zarażają ludzi trendem na zdrowe odżywianie oraz aktywność fizyczną. I brnąc dalej w ten wątek uważam, że lepiej tak, niż gdyby miały pokazywać się z fają w zębach i tanim winem pod osiedlowym. Bo społeczeństwo pójdzie za nimi jak w dym! Pokazują - znaczy modne. A społeczeństwo też chce być modne - tak, jak jego ulubiona blogerka. Jak poszedłby tłum po szlugi do kiosków to dopiero by wszyscy marudzili.
Po drugie. Jak już pokazywać, to albo robić to dobrze, albo nie robić tego wcale. Dla przykładu: mam w domu zwykłe talerzyki śniadaniowe. Każdy z innej parafii. Mam tez dwa gładkie białe i dwa gładkie czarne, na kameralne spotkania ze znajomymi, żeby było ładnie, schludnie i uroczo w swej prostocie. I teraz sami powiedzcie, czy nie ładniej taka na przykład kanapka wygląda na białym, jednolitym tle, niż na niebieskich esach floresach? A jeszcze jeśli walniemy na stół tulipanka, który akurat stoi w wazonie obok (a wyjęcie go zajmie nam 3 sekundy)? Czyż nie lepiej? Nie ładniej? No właśnie!
Po drugie. Jak już pokazywać, to albo robić to dobrze, albo nie robić tego wcale. Dla przykładu: mam w domu zwykłe talerzyki śniadaniowe. Każdy z innej parafii. Mam tez dwa gładkie białe i dwa gładkie czarne, na kameralne spotkania ze znajomymi, żeby było ładnie, schludnie i uroczo w swej prostocie. I teraz sami powiedzcie, czy nie ładniej taka na przykład kanapka wygląda na białym, jednolitym tle, niż na niebieskich esach floresach? A jeszcze jeśli walniemy na stół tulipanka, który akurat stoi w wazonie obok (a wyjęcie go zajmie nam 3 sekundy)? Czyż nie lepiej? Nie ładniej? No właśnie!
To samo tyczy się zdjęć robionych na tle białych mebli (które, pozwolę sobie wtrącić, są na mojej tegorocznej liście "musieć mieć"), ścian, ogólnie prostego, surowego, monochromatycznego wystroju wnętrza. Tej kwestii będę bronić, gdyż o estetykę zdjęcia tu się rozchodzi. I nie mówię, że teraz każdy, kto chce wstawić fotę na Instagram, powinien przemalować pół chałupy na biało i zmienić meble. Czasem wystarczy podłożyć białą, czystą kartkę, żeby uzyskać fajne tło.
Co innego słynne fotografie z książką w dłoni... A na niewieście suknia jak z żurnala i szpilki błyszczące niczym sople lodu; wypolerowane, na pokojowym dywanie obok śpiącej psiny spoczywają... O zgrozo!
Co innego słynne fotografie z książką w dłoni... A na niewieście suknia jak z żurnala i szpilki błyszczące niczym sople lodu; wypolerowane, na pokojowym dywanie obok śpiącej psiny spoczywają... O zgrozo!
Także reasumując. Pewne rzeczy może faktycznie są śmieszne i zakrawają o kicz i tandetę. Jednak wyrozumiałość w dzisiejszych czasach też jest w cenie i nie ma co z góry skreślać każdej blogery, u której pewnego pięknego dnia na instagramie pojawi się jakiś "kotlet" ;-)
Dzięki za uwagę. Jak zawsze czekam na Wasze opinie!
buty/shoes - supermoda24 (KLIK)
spodnie/pants - Bershka
bluza/sweatshirt - Tally Weijl
pasek/belt - H&M
bransoletka/bracelet - Mohito