
Porządki w szafie. Z jednej strony ich nie znoszę, bo wszystko, co wysypało się na podłogę, trzeba z powrotem logicznie poukładać. Z drugiej - dość często na dnie znajduję perełki, o których na śmierć zapomniałam. Tak było z szalem. Kupiony w zeszłym roku na wyprzedaży w Mohito, przedyndał na wieszaku, po czym poszedł do pudła razem z resztą szalikowców. Teraz, kiedy go dorwałam, okazało się, że pasuje do wielu rzeczy. Na pomysł zestawienia go z burgundem wpadłam przypadkowo. Potrzebowałam czegoś w odcieniach beżu, a szal był jedynym "czymś". I tak oto stworzyłam (według mnie) duet... a właściwie tercet idealny. No bo że beż, to było jasne. Ale że bordo będzie tak korzystnie wyglądać z różem? Echhh... człowiek uczy się całe życie :p




